Te drobne przyjemności – KONKURS!

Pora zaprosić was na kolejny konkurs na blogu Pasji Pisania. Dziś mamy dla was najnowszą powieść Danuty Awolusi – „Blisko, coraz bliżej”. To odważna pozycja traktująca o sprawach, o których zazwyczaj się nie mówi…

Czerwiec w toku, a zatem przyszedł czas na nowy konkurs. Tym razem możecie wygrać Blisko, coraz bliżej – najnowszą książkę Danuty Awolusi, pisarki, a także nauczycielki w szkole Pasja Pisania (Danusia prowadzi trzygodzinne warsztaty na temat wydawania książek w tradycyjnym wydawnictwie, a także promocji autora).

Danuta Awolusi (fot. Katarzyna Kosakowska)

Kobiecość ma wiele twarzy. Każda z nich jest piękna i wyjątkowa. To właśnie ona łączy trzy historie o (nie)zwykłym życiu (nie)zwykłych kobiet. Róża to nauczycielka biologii, która ma nastoletnią córkę i całkiem uporządkowane życie. Od szesnastu lat żyje w małżeństwie – z pozoru bardzo udanym. A jednak czegoś brakuje jej w tym pozornie idealnym życiu. Kamila to wzięta youtuberka i świetna menadżerka marketingu, w dodatku ma idealnego faceta przy boku. A jednak coś jest nie tak… Życie Jagody, aktywnej podróżniczki, spełnionej żony i mamy, na zawsze zmienia się przez wypadek samochodowy. Sparaliżowana od pasa w dół, musi na nowo odnaleźć się w codzienności. Świetnie sobie radzi na wielu płaszczyznach, ale niepełnosprawność staje się czymś nie do przeskoczenia dla jej męża. Więcej o tej znakomitej powieści pisałem w niedawnej „Lekturze na weekend”.

„Postawiła na stoliku nocnym głośnik Bluetooth, z którego zaraz zabrzmiała Norah Jones. Jej aksamity, ciepły głos od zawsze kojarzył się Jagodzie z seksem. Zapaliła dużą, zapachową świecę i przytłumiła światło za pomocą pilota. To miejsce tak doborze rozumiało jej potrzeby, a raczej zamiary! Klimatyzacja sprawiała, że w pokoju panowała przyjemna temperatura.
Wanilia w powietrzu zaczęła być wyczuwalna, co Jagoda uznała za znak do działania. Bez trudu przeniosła się na łóżko i poświęciła kilka minut na to, aby ułożyć się w jak najwygodniejszej pozycji. Na końcu rozwiązała pasek miękkiego szlafroka i zsunęła go z ramion.
Nagość wydała jej się zaskakująca. Od razu przypomniała sobie, jak wyjeżdżali z Czarkiem gdzieś na weekend. Ledwo zakwaterowali się w nowym miejscu, od razu szli do łóżka. Rozbierali się pospiesznie, ubrania tylko przeszkadzały. Od wypadku nic podobnego nie miało miejsca. Zapomnieli o dawnych rytuałach. On już dawno na nią nie patrzył, jakby paraliż uczynił ją przy okazji niewidzialną.”

A dziś – razem z Danutą Awolusi – zapraszamy was do udziału w konkursie, w ramach którego będziecie mogli wygrać Blisko, coraz bliżej. Trzy egzemplarze ufundowało Wydawnictwo Czwarta Strona.

Konkurs jak zwykle polega na napisaniu opowiadania. Słowem-kluczem jest tym razem „przyjemność”. To nie musi być tekst związany z kobietami, kobiecością, nie musi być to tekst erotyczny. To od was zależy, w którą stronę zaprowadzi was wena. Tekst nie powinien przekroczyć 1700 znaków ze spacjami. Opowiadanie (lub jego fragment) wklejcie w formie komentarza do wpisu konkursowego. Na wasze prace czekamy do 3 lipca włącznie. Spośród nadesłanych prac Danuta Awolusi wybierze trzy najlepsze, a ich autorzy/autorki otrzymają Blisko, coraz bliżej.

Ruszajcie do pisania! Czekamy na wasze teksty!

Źródło cytatu: Danuta Awolusi, Blisko, coraz bliżej, Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań 2022.

12 Replies to “Te drobne przyjemności – KONKURS!”

  1. Mam pozwolić ci umrzeć? Tego chcesz ode mnie tato?

    Nie powiesz tego wprost, ale tak naprawdę już od dawna tego chciałeś.

    Wtedy gdy zepchnąłeś mamę ze schodów. Wydaje mi się czasem, że pamiętam, jak cały mój świat zawirował, jak moje oczy zalała fala tsunami, jak załkałam bezgłośnie w wody płodowe. Może już wtedy wiedziałam, co mnie czeka, po urodzeniu?

    Wtedy gdy uderzyłeś mnie po raz pierwszy. Uwierzyłam, że miałeś powód, bo to, że nastąpiłeś na klocek, było moją winą. Przecież mogłam sprzątać dokładniej, rozumieć więcej, bardziej cię kochać.

    Wtedy gdy zgubiłeś naszego psa. Nigdy go nie chciałeś, wiem to, dawałeś mi o tym znać nieustannie, zwłaszcza wtedy, gdy zostawiłeś go pod barem i wróciłeś sam, ledwo trzymając się na nogach. Znalazłam go, ale już nigdy nie był taki sam. Na każdym spacerze oglądał się za siebie, piszczał, gdy odeszłam na krok, trząsł się ze strachu, gdy mnie nie widział. Wiem, dlaczego się trząsł, czułam się tak samo.

    Za każdym razem gdy podnosiłeś kieliszek do ust. Nie pamiętam cię trzeźwego. Ani uprzejmego. Ani kochającego. Pamiętam za to jak sprawiłeś, że musiałam się leczyć z kompleksów całe życie. Byłam przecież niewdzięczna! Bo prosiłam, abyś poszedł na terapię, bo chciałam cię ratować… Jak mogłam? Jak mogłam chcieć ci zabrać jedyną przyjemność, jaką miałeś w życiu?

    Wtedy gdy leżałeś zwinięty w embrion, błagając o pomoc. Byłeś sam i trząsłeś się jak mój pies pod barem. Żałosny i dobity jak ja, sponiewierany jak mama, pijany jak jakiś obcy mi menel.

    Dobrze tato. Będę posłuszną córką, tak jak zawsze chciałeś.
    Pozwolę ci umrzeć.

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      Mamy pierwszą pracę! Kto następny?:)

  2. Pisarczyk Amator says: Odpowiedz

    Tekst siedział na brzegu pustego, secesyjnego kałamarza zdobionego srebrnymi konwaliami i opierał się plecami o – równie bezużyteczne jak ten kałamarz – pióro. Spod znoszonej ramoneski wystawał mu kokieteryjnie przepocony podkoszulek z logo Włochatego, a z rozdartego trampka na prawej stopie rozglądał się po okolicy ciekawski – ździebko zabrudzony – duży paluch. Z szelmowskim uśmieszkiem Tekst zadarł do góry lekko przepity nosek i machając nóżkami w powietrzu prowokacyjnie zagadał:
    – To co Autor, wypuścisz mnie na świat? Daj trochę pohasać. Ubrał byś mnie jakieś ładne słówka, w historyjki wystroił, na konkurs wysłał.
    – Ale przecież wiesz, że nie mamy szans. Znowu wygra jakiś smutno-melancholijny tekst o ważnych sprawach, o utracie, o bólu. Taki jak oni to nazywają „o życiu”. Czy oni na tych konkursach potrafią docenić proste męskie przyjemności?
    – Skuć się z kumplami w cztery dupy i wyć z nimi „Przeżyj to sam” do rana, wybiec z sauny na śnieg i skoczyć na bombę do lodowatej wody lub na wiejskim weselu dać komuś w mordę? – Tekst się najwyraźniej rozochocił.
    – O to, to, chociaż może ująłbym to mniej dosadnie. Ale trafiłeś w sedno.. Gdzieżby ci zrozumieli na takim konkursie ducha Bachanaliów, wino lejące się strumieniami, ekstatyczne tańce szamana przy peyotlu czy uniesienia w trakcie moshpita na Woodstocku? Czy oni potrafią zrozumieć ducha Zorby? Kobieta, wino, taniec i ciężka praca to wszystko czego potrzeba mężczyźnie. Czy oni potrafią docenić filozoficzne rozważania Jerofiejewa o naturze ludzkiej tworzone po wypiciu trzech flakonów „Świeżości” gdzieś na stacji Dołgoprudna?
    – Autor, czy ty aby nie popadasz w jakieś deprechę? Przypomnij sobie Eurowizję w 2006. Jakbyś wtedy tak rozkminiał to znowu wygrałby jakiś „Ivan i Delfin”. A Ty, zrobiłeś im numer, zagłosowałeś i.. Lordi!!! HARD ROCK! Hallejuah! Monstrualne fińskie potwory biegały po scenie łomocząc soczysty metal. Jurorzy krzywili się jakby ktoś im kazał pić ocet i zagryzać cytryną. Ale głosy publiczności – w tym Twój – przeważyły. Zbuntowany anioł stanął w chwale w świątyni komercji i zakrzyczał „Dzisiejsze zwycięstwo dedykujemy wyznawcom rocka.”. Miny egzaltowanych panienek bezcenne! I te ochy i achy oraz płacze. Że koniec świata, że to takie niesprawiedliwe, ze ten Ivan taki przystojny a te potwory z Lordi takie brzydkie, że upadek obyczajów i dobrego smaku. Oj działo się, działo.
    – Czyli o czym mam pisać? Bo te ich 1700 znaków to mi nawet na opis trajektorii lotu much obsrywających migoczącą lampę w obskurnym barze w Myślenicach nie wystarczy. A co tu mówić o oddaniu nastroju śląskiej niemożności oraz przedstawieniu epickiej bitwy, którą mają w tym barze stoczyć Ostry z Ecikiem?
    – Pisz jak chcesz, byle po swojemu. Ja bym zaczął od „Tekst siedział na brzegu ..”

    1. Jak by to powiedziec? Juz wiem: kciuk w gore!

    2. Taka, ot, drobna przyjemność na początek nowego dnia.

    3. No i zrobiłeś mi poranek tym tekstem 🙂

  3. PISARCZYK AMATOR,
    uwielbiam Twoje teksty,
    twoją inteligencję
    i poczucie humoru! :)))
    Tak trzymaj!

    1. Pisarczyk Amator says: Odpowiedz

      Bóg zapłać za dobre słowo (bo ja chwilowo nie jestem „przy kasie” 😉 ).Swoją szosą to dyskwalifikacja mi się nalezy za niekonsekwencję merytoryczną. Gorol ze mnie wyszedł całą gębą, bo jak Śląsk to bar powinien być raczej w Mysłowicach, a nie w Myślenicach. Za szybko się ten mały hultaj w ramonesce na wolność wyrywał.

  4. Od zawsze uwielbiałem zabawki, zwłaszcza techniczne typu samochody, koparki czy długo oczekiwana kolejka elektryczna.
    Lubiłem telewizyjne dobranocki. Nie „Jacka i Agatki”, bo było za dużo czczej gadaniny. Za to lubiłem „Gąskę Balbinkę” chociaż nieruchome plansze z rysunkami były prymitywne, ale ja to łykałem. Podobnie jak nie przejmowałem się krytyką cioci logopedki dla sepleniącego kurczaka Ptysia. Super był „Czarodziejski ołówek”.
    Dopiero w szkole nauczyłem się czytać, ale pokochałem to. Przekopałem obszerną biblioteczkę rodziców, bibliotekę szkolną i bibliotekę publiczną. Zostało mi do dziś uwielbienie dla science-fiction, które ówczesna moda serwowała również w książkach dla dzieci.
    W trzeciej klasie trafiłem na przedwojenny podręcznik fizyki i dzięki zadaniu z peryskopem pokochałem ją. A z matmy od piątej klasy byłem niekwestionowanym orłem. Czytałem najróżniejsze rozrywki matematyczne ucząc się je rozwiązywać. Chciałem też majsterkować, ale miałem dwie lewe, a rodzice skąpili na narzędzia. Ale już w podstawówce zaczytywałem się w opisach konstrukcji różnych elektronicznych urządzeń. W liceum poznałem Jarka, który chętnie wytrawiał płytki drukowane, również na moje konstrukcje. W liceum zaraziłem się uwielbieniem dla rocka i to hobby pozwalało tworzyć własne urządzenia muzyczne, zwłaszcza stereo i taki był wzmacniacz do słuchawek hi-fi.
    Kiedy tuż przed maturą zdecydowałem się na informatykę na politechnice zacząłem się na sucho uczyć programowania w ALGOLu60. Zaraz po rozpoczęciu zajęć zacząłem w tym języku własnymi pomysłami zamęczać politechniczny komputer. Odwiedzałem go przed zajęciami i po zajęciach wysiadając w połowie drogi między domem, a budynkiem zajęć.

  5. ###

    Ile przyjemności można zmieścić w tysiącu znaków

    Łaskawy świat rozdaje bez wahania
    Zaczepne powiewy wiosennego wiatru
    Letnie krople deszczu na twarzy
    Szelest liści pod zmęczonymi stopami
    Skrzypienie zmrożonej ścieżki podczas zimowego spaceru
    Głęboki cień gruszy nad magiczną książką
    Zapach ziemniaków wymykający spod gasnącego żaru
    Zmysłowa kawa po wschodzie słońca

    Ale gdybym miała wybrać tylko jedną
    Wybrałam
    Twój oddech na mojej szyi

    ###

  6. Pisarczyk Amator says: Odpowiedz

    Mistrzyni aksamitnym ostrzem swojego haiku wyciska kropla po kropli drobne przyjemności z tysiąca znaków. Małe staje się wielkie. Szacun.

  7. Z tamtych dni zapamiętała dwóch młodych mężczyzn w mundurach. Jeden zdjął czapkę i cały czas ją gniótł, drugi czapki nie zdjął, ale za to co chwila ją poprawiał. Obaj nie wiedzieli co zrobić z rękami. Mówili, że im przykro, ale żaden nie spojrzał jej w oczy. Powtarzali słowa: tragedia, okoliczności, wyjaśniamy. Na koniec stuknęli obcasami i odeszli zostawiając za sobą powietrze ciężkie i gęste.
    Potem był kościół, do którego nie chciała iść, ale usłyszała słowa: tak trzeba, nie możesz – i uległa im.
    Gdy zamknęła drzwi za ostatnim pociągającym nosem krewnym czy znajomym, nadszedł czas na słowa: co dalej?
    Od wizyty dwóch panów w czapkach jej życie zmieniło się w metaboliczną egzystencję: wdech, wydech, połknąć, wypluć. Zniknęły słowa przyszłość, razem, a wiele innych rozmyło się i wyparowało.
    Jej uwagę przykuła mała brązowa buteleczka na stole. Biała nakrętka, dwukolorowe biało-zielone kapsułki, do tego obietnica, że koszmarna nocna wieczność zmieni się w sen. Nie pamiętała kto jej to dał, ale pamiętała, że dołożył słowa: zobaczysz i będzie dobrze. Wyrzuciła buteleczkę do kosza.
    Przytłaczały ją te wszystkie słowa i przyklejony do nich na siłę optymizm, czuła że musi poszukać innych, które nie przycisną jej syzyfowym kamieniem pustej nadziei. Chciała zacząć od podlania kwiatka, ale było za późno, gałązka stercząca z doniczki zmieniła słowo życie w pokruszony brązowy badyl.
    Stanęła przed regałem z książkami, przesunęła palcem po półce zostawiając falisty ślad. Dmuchnęła, szare kłaki kurzu uniosły się i miękko opadły na swoje miejsce. Wyjęła pierwszą z brzegu książkę z nadzieją, że w niej znajdzie właściwe słowa. Zaciągnęła się wonią osieroconych kartek i poddała chwili. Wzrok pieścił akapity, myśli płynęły. A tuż obok wykiełkowało pierwsze od dawna właściwe słowo: przyjemność.

Dodaj komentarz