To ostatni dzień roku – a więc tradycyjnie pora na podsumowania. Jak będziecie wspominać swój czytelniczy rok 2025? Jakie przyniósł odkrycia, jakie zachwyty, jakie rozczarowania? Podzielcie się nimi ze mną!
I mamy kolejny 31 grudnia. Czas na podsumowania – również te czytelnicze. Ile książek udało wam się przeczytać? Czy były wśród nich jakieś pisarskie książki? Czy jakaś lektura zmieniła wasze postrzeganie literatury?
Ja w tym roku przeczytałem 188 książek (o 5 więcej niż w zeszłym roku). W tym 23 to powtórki (tak jak w 2024). Rok zacząłem z Miejscem egzekucji Val McDermid, a kończę z powieścią Żądło Paula Murraya. W tym roku w moich lekturach nie brakło kryminałów. Przeczytałem sporo powieści Agathy Christie (jedną z moich książek roku na pewno jest przeczytana nawet nie wiem który raz Niedziela na wsi), Macieja Siembiedy (w tym wspaniałe Gołoborze), parę Anny Kańtoch. Odkryłem Magdę Stachulę (recenzja jej Wzroku tutaj) i Ewę Przydrygę (Zęza). Jedną z najbardziej wyczekiwanych kryminalnych premier było Polowanie na Babiej Górze Ireny Małysy – nie zawiodłem się!
A poza kryminałami? Wreszcie sięgnąłem po książki, których przeczytanie nierzadko odkładałem od lat. Wreszcie poznałem Młyn nad Flossą George Eliot (wyzwanie roczne), Zamek Franza Kafki. Przeczytałem Pary Johna Updike’a. Powtórki w większości okazały się bardzo udane. Przekleństwa niewinności Jeffreya Eugenidesa – w nowym tłumaczeniu – nie zawiodły. Podobnie jak Perswazje Jane Austen. Jedną z najlepszych czytelniczych decyzji był powrót do Buddenbrooków Manna (również wydanych w nowym tłumaczeniu) – to była prawdziwa uczta – być może najlepsza z tych 187. Wśród innych najlepszych powieści, jakie znalazły się w 2025 roku w moich rękach mogę wymienić: Tylko durnie żyją do końca Zyty Rudzkiej, Skończ z tymi kłamstwami Phillipe’a Bessona czy Górę Prawdy Therese Bohman. Moim największym tegorocznym zaskoczeniem okazała się przeczytana spontanicznie debiutancka powieść Katarzyny Grocholi Przegryźć dżdżownicę. Wszystkie zostawiły we mnie coś ważnego.
A jakie są wasze odkrycia, rewelacje książkowe? Podzielcie się!
Zaczytanego 2026 roku!

Z przyjemnością polecam Agathę Christie, a w szczególności powieść „Niedziela na wsi”. Warto również sięgnąć po twórczość Lucindy Riley — niemal każda jej książka zasługuje na uwagę. Co więcej, niedawno ukazała się nowa powieść autorki, zredagowana i opracowana przez jej syna.
Moja ostatnia lektura to „Małe życie” — książka, która na długo pozostaje w myślach. Jestem przekonana, że jeszcze przez wiele tygodni będę do niej wracać i ją analizować. To niezwykle poruszająca i wartościowa powieść, choć z pewnością nie jest przeznaczona dla każdego czytelnika.
„Małe życie” to jedna z moich najukochańszych książek <3
Zatem jest nas co najmniej troje.
Po Lucindę Riley w końcu muszę sięgnąć. A „Małe życie” – pamiętam do dziś.
Moją pasją jest głównie fantastyka naukowa. S-F Hard. Jeśli znajduje się tu ktoś z podobnymi zainteresowaniami, to polecam Iana Douglasa serię Star Carrier. Sądzę, że Autora do stworzenia tej serii zainspirowała Skala Kardaszowa, wybitnego rosyjskiego (radzieckiego) astrofizyka. Był on jednym z prekursorów badań nad życiem pozaziemskim. Popierał tezę, że we Wszechświecie ma istnieć nieskończona liczba cywilizacji. Nie będę tu opisywać szczegółów, zainteresowani znajdą wiadomości w internecie. Według mnie, bardzo ciekawa pozycja, wręcz nie mogłam się od niej oderwać. Obecnie jestem w trakcie czytania następnej serii – Legion Nieśmiertelnych B.V. Larsona . To pozycja nieco mniej ambitna, niewymagająca zbytniego myślenia, dobra dla relaksu do poduszki. Jestem przy szóstym tomie (ma ponad dwadzieścia), nie wiem, czy w którymś momencie mi się nie znudzi. A tak poza fantastyką, to przeczytałam też pozycję Alistaira MacLeana Wiedźma morska. Jestem fanką tegoż autora. Mam całą kolekcję jego książek. Tej akurat nie miałam i udało mi się ją dostać używaną . Tu akurat mogę nie być obiektywna, bo…. po prostu uwielbiam jego styl.
Te lektury bardzo do Ciebie pasują:)
Moim odkryciem tego roku jest „Game Master” Magdaleny Ostrowskiej. Polecam wszędzie i każdemu!
Sprawdzę:)
Kochani, tyle dobrych książek tam mało czasu 😀
W ostatnich dniach wciągnęło mnie na dwa dni pod powierzchnię wody „Przymierze wody” Abrahama Verghese! To będzie klasyka! Już jest! Kunszt pisarski pana zmusza mnie do bicia pokłonów. Absolutnie wodna! Czytając czujesz zapach mchu i oganiasz się od moskitów, fabuła wypływa dorzeczami, przekraczasz mosty zrozumienia między różnicami kulturowymi, a wrażenie po zakończeniu jest falą zachwytu !
Moim drugim zachwytem jest „Popłynę przed siebie jak rzeka” Shelley Read. Kolejny rzeka kolejny zachwyt 🙂
Lato było włoskie mimo, że książki czytałam na leżaku w moim ogródku.
W czerwcu podskakiwałam przy „Czuwając nad nią” Jeana- Beptiste Andrea. Powieść o miłości totalnej i o uwielbieniu piękna. Resztę odkryjcie sami! Powiem tylko, że po dwóch rozdziałach dzwoniłam do przyjaciółki opowiedzieć.
W lipcu sięgnęłam po nagradzaną „Listonoszkę z Apulii” Fransceski Giannone i ta utorowała drogę dla „Tam gdzie kwitną cytryny” Aurory Taniglio. Obydwie poleciłam moim kursantkom na lekcjach języka włoskiego i wiem, że podzielają ze mną przekonanie, że dla kobiecej literatury włoskiej te powieści są przełomowe. Podobnie jak seria z genialnymi przyjaciółkami. Z kolei dla tych, którzy mają dość teorii o bel paese i chcieliby poznać jeszcze prawdziwsze Włochy polecam „Historię podobnej porządnej rodziny” Rosy Ventrella. Uwaga, miejscami zniechęca do wakacji na półwyspie.
Ah ! I włoskie kryminały Donato Carrisi, które wynoszą kryminał na górskie poziomy. „Edukacja motyli” nie pozostawi cię obojętnym.
Zaskakującym odkryciem była dla mnie Emilia Hart „Wiedźmy”, bo coś podobnego po mojej głowie od lat krąży pisarsko oraz Elisabeth Strout ze swoją szczerą powieścią o miłości między matką, a córką – „Amy i Isabelle”.
I właśnie przez Elisabeth zaczęła się moja wielka przygoda z Pasją Pisania! Wyczytałam gdzieś, że pierwszą książkę napisała w moim wieku i opowiedziałam o tym bliskim…
Największą porażką czytelniczą roku jest dla mnie „Proces” Kafki. Moje drugie podejście i druga klapa. Nie zdzierżam pana narracji – powiedziałabym mu 🙂
Tak się przyłożyłam do tego komentarza i zainspirowałam, że powstanie post na moje sociale 😀 Zaczytanego Nowego Roku !
Dzięki za tyle ciekawych tropów! „Amy i Isabelle” znam, a najnowsza Strout czeka na półce na przeczytanie.
Czytałam co nieco Agathy Christie, ale w tym roku ją przebiły kryminały Roberta Galbraitha. Od wypożyczenia „Wołania kukułki” pochłaniam jeden za drugim, teraz jestem na tomie 6 🙂
A poza tym „Historie rodzinne” Whiliama Whartona – ciekawa pod tym względem, że zawiera autokomentarz autora 30 lat po napisaniu właściwego tekstu. Ponowne czytanie „Tego obcego” Jurgielewiczowej oraz wiersze dla dzieci Juliana Tuwima – taki szybki, miły powrót do dzieciństwa 😀
Michał, a jak Ty to liczysz? Masz jakiś zeszyt, w którym notujesz przeczytane książki?
Ja w tym roku powróciłem do Jurgielewiczowej – ale w powieści „Wszystko inaczej”.
Tak, zapisuję sobie lektury z krótkimi komentarzami w specjalnym zeszycie.
O tak „Ten obcy“ to super powrót do młodych lat. Wharton był też na moim planie w ubiegłym roku. Ja „odkurzyłam“ powieść: „Tato“.
W tym roku postanowiłam lektur nie liczyć, chyba wyszłoby mniej, niż w zeszłym, ale trochę tego było, aż się zdziwiłam, bo głowę bym dała, że wiele z tych książek przeczytałam już lata temu;) Poza tym nie chodzi o ilość, tylko jakość, a 2025 chyba mogą nazwać pierwszym, w którym już całkiem świadomie odkrywałam polskich pisarzy i udało mi się na tyle wytrenować algorytmy, że już nie błądzę po omacku. Nie wierzę, że to ledwo w styczniu przeczytałam mojego „pierwszego Mroza” a rok kończę już z całą listą „ulubionych polskich pisarzy”, co do których wiem na pewno, że sięgnę po ich kolejne dzieła (i pewnie paru takich, co wiem, że drugi raz nie sięgnę).
Choć pewnie mogłabym darować sobie algorytmy i polecajki i po prostu skupić się na czytaniu książek absolwentów Pasji:D Nie chcę tu zabrzmieć jak Jarząbek, ale konkursowe nagrody (nie tylko wygrane) jak nic innego otwierały mi nowe horyzonty. Z własnej woli rzadko podróżuję w czasie i gdyby nie Zły Samarytanin i Frania Tańska nie poznałabym międzywojennej Warszawy a gdyby nie Embrion, nie odnalazłabym się w niewesołej przyszłości, a teraz chcę tam wracać i czekam na sequele, prequele, kolejne tomy i spin-offy:D Równie rzadko podróżuję w przestrzeni. O Paryżu może kiedyś marzyłam, ale nie sądzę, żeby jakakolwiek wycieczka mogła się równać z tą oprowadzaną przez bohaterkę Najzabawniejszego kawału świata. W rejony bardziej egzotyczne nie zwykłam zapuszczać nawet w wyobraźni, a tymczasem zapamiętam podróż z Nigumą jako jedną z najbardziej szalonych literackich jazd bez trzymanki ever. Tak naprawdę w moje gusta same z siebie, po okładce czy po blurbie, trafiłyby może W martwym punkcie, Dobra dziewczyna i Odbicie przeszłości, ale i tu czekały mnie niemałe zaskoczenia i nieoczekiwane zachwyty. Także łubudubu, łubudubu, niech nam żyją Autorzy, Organizatorzy i Sponsorzy blogowych konkursów i ich nagród!
PS. Kassita, fanka MacLeana pozdrawia fankę MacLeana!
Kasia, dzięki za Twoje podsumowanie! A kolejne konkursy już niedługo:)
Tak, czekam z niecierpliwością:D
No właśnie miałam napisać podsumowanie a niechcący wyszła mi laurka, ale co poradzisz, jak spojrzałam na listę a tam co konkurs to czytelnicza satysfakcja?
To może jeszcze do-polecę parę zagranicznych, żeby nie było, że teraz w drugą stronę dyskryminuję (chociaż chyba tak jest, bo tych polskich, mam wrażenie, przeczytałam więcej!)?: Szczelina Josefa Kariki zmiotła mnie z planszy i zrozumiałam, że może być parę rzeczy na niebie i ziemi, o których się filologom (a przynajmniej tej filolożce) nie śniło. Long After We Are Gone Terah Shelton Harris i W dobrych rękach Yael van der Wouden pokazały mi różne definicje „domu rodzinnego” a The Sign for Home, dla odmiany, pokazał mi cały świat z perspektywy, na jaką bez literatury nie miałabym szansy.
Do Wieniedikta Jerofiejewa, Saint-Exuperego, Hemingwaya, Kazandzakisa i Hłaski czyli grona moich ulubionych autorów z serii „i tak trzeba żyć” dołączył w tym roku Arto Paasilinna. Nie wiem czemu odkryłem go dopiero teraz. Eksplozja radości życia niczym w filmach Kusturicy, absurdalno-groteskowe historie no i te głebokie pijackie przemyslenia. Złoto, dziwki, morze alkoholu oraz bunt przeciw korporacji i drobnomieszczaństwu. Bałkany na sterydach. Aż się nie chce wierzyć, ze to napisał facet z mglistej i zimnej Finlandii. „Rok zająca” przeczytałem w kilka godzin, na „Lesie umarłych lisów” utknąłem nieco dłużej bo całe dwa dni.
Zawiódł mnie w tym roku Frantisek Kotleta (czy jak wolicie Leos Kysa). Po przebojowym, pełnym barwnego języka „Underground” („Śmierdzi to trochę jak martwy od tygodnia Polak w ruinach Ostrawy”) i „Underground Rebelia” spodziewałem się, że „Sudentenland” pokaże realia pogranicza czesko-niemieckiego z nie mniejszym przytupem niż Sapkowski pokazał średniowieczną Bohemię w „Trylogii Husyckiej”. A tu… nudnawy i bez głębszej myśli kryminałek z przewidywalnym zakończeniem i bez żadnego plot twistu. Mam nadzieję, że to chilowa niemoc
Ale, ale.. zapomniałbnym, o Marcinie Melonie. Ten trzyma fason. „Truda Latuscyno retuje socjalizm” wymiata. Polecam wszystkim fanom gwary śląskiej (znaczy się „godki”).
To jest właśnie ten typ bloga, który chce się śledzić.To jeden z tych materiałów, które mimo prostoty wciągają. Ciekawie udało się zachować ten balans między osobistym tonem a konkretem. Dobrze się czyta coś, co powstało z ciekawości, a nie z obowiązku.