Valancy Stirling – bohaterka jednej z najciekawszych powieści Lucy Maud Montgomery – nie patrzy na swoje życie optymistycznie. W rodzinie uchodzi za brzydkie kaczątko, ciąży jej piętno starej panny. Co się stanie, gdy Valancy w dniu urodzin dowie się, że został jej jakiś rok życia?
Kanadyjska pisarka Lucy Maud Montgomery przeszła do historii literatury przede wszystkim jako autorka cyklu powieści o Ani z Zielonego Wzgórza (w tłumaczeniu Anny Bańkowskiej, którego tomy publikowało Wydawnictwo Marginesy – to Anne z Zielonych Szczytów). Jednak na historii Ani jej dorobek się nie kończy. Stworzyła także m.in. bardzo pisarską trylogię o Emilce, dylogię o Pat ze Srebrnego Gaju. Jedną z jej najsłynniejszych powieści – tak się składa, że niezwiązaną z żadnym cyklem – jest Błękitny zamek. Nowe tłumaczenie – autorstwa Kai Makowskiej – to dobra okazja, aby wrócić do tej historii.

„Gdyby pewnego majowego poranka nie padał deszcz, życie Valancy Stirling potoczyłoby się zupełnie inaczej. Pojechałaby z rodziną na piknik ciotki Wellingtonowej, a doktor Trent udałby się do Montrealu. Ale deszcz padał i sami się przekonacie, co z tego wynikło”.
Takim intrygującym zdaniem zaczyna się ta historia. Valancy Stirling znajduje się na zakręcie swojego życia, choć jeszcze sama o tym nie wie. Budzi się w swoje dwudzieste dziewiąte urodziny, ale daleka od radości. W rodzinie ma status brzydkiego kaczątka i starej panny. Z braku perspektyw mieszka z matką, przez którą nie czuje się kochana (zresztą dla całej rodziny Valancy pozostaje „po prostu nieistotna”). Jest wręcz tłamszona przez innych krewnych, którzy stosują wobec niej bierną agresję i inne, dyskretne formy przemocy. Ciągle boi się – ich opinii, docinków, lekceważenia („Nie wiem, jak to jest nie bać się czegoś”). Nie może być tak naprawdę sobą. Zamknięta w sobie, zahukana, jedyne wytchnienie (jak to u bohaterek Montgomery często bywa) znajduje w świecie wyobraźni. Tworzy swój Błękitny Zamek, w którym się chroni przed przytłaczającą rzeczywistością, często u boku przystojnych kochanków:
„Valancy, tak zastraszona, przygaszona, stłamszona i lekceważona w prawdziwym życiu, puszczała wodze fantazji w marzeniach. Nikt w rodzinie Starlingów ani w jej otoczeniu niczego nie podejrzewał, a już najmniej jej matka i kuzynka Pytla. Nie domyślali się, że Valancy ma dwa domy – brzydką czerwoną bryłę przy Elm Street i Błękitny Zamek w Hiszpanii. Valancy duchem mieszkała w Błękitnym Zamku, odkąd sięgała pamięcią. Była maleńkim dzieckiem, kiedy weszła w jego posiadanie. Ilekroć zamykała oczy, widziała go wyraźnie: z wieżyczkami i chorągiewkami na porośniętym sosnami stoku, otulony bladym błękitnym pięknem na tle zachodzącego słońca w cudownej i nieznanej krainie”.

Jednak w dniu dwudziestych dziewiątych urodzin nawet Błękitny Zamek traci swój czar. Valancy czuje, że jest w beznadziejnym położeniu – i znikąd nadziei na odmianę przykrego losu:
„Miała dwadzieścia dziewięć lat, była samotna, niechciana, nieurodziwa – jedyna brzydka dziewczyna w rodzinie ładnych osób – bez przeszłości i przyszłości. Jak daleko spoglądała wstecz, widziała nudne, bezbarwne życie bez jednej plamki szkarłatu czy purpury. Jak daleko w przód – zapowiadało się tak samo, aż została tylko samotnych, uschniętym liściem kurczowo trzymającym się jałowego konara. Moment, w którym kobieta uświadamia sobie, że nie ma po co żyć – ani dla miłości, ani dla obowiązku, ani dla celu czy nadziei – smakuje gorzko jak śmierć”.
Do tego solenizantka wybierze się do lekarza i niebawem za pośrednictwem listu pozna druzgocącą diagnozę: został jej zaledwie rok życia (mówiąc ściślej: „życie Valancy Stirling, które nigdy się nie zaczęło, miało się wkrótce skończyć”). Na początku rozgoryczona Valancy się buntuje („to niesprawiedliwe, że musi umrzeć, skoro nigdy nie żyła”). Jednak ten nieubłagany wyrok śmierci okaże się katalizatorem poważnych zmian. Valancy, która się skarży: „Przeżyłam życie, jakby stała z boku”, postanawia od tej pory żyć na własnych zasadach. Nie musi się przecież już niczym przejmować. Paradoksalnie wyrok śmierci sprawia, że kobieta odzyskuje wolność.

Nagle zupełnie się odmienia. Nie będzie zważać na zdanie rodziny. Rozdział, w którym wreszcie odgryza się złośliwym krewnym, jest doskonały, pełen ciętego humoru – kibicuje się Valancy. Kibicuje się jej również wtedy, gdy odchodzi ze znienawidzonego domu, aby móc samodzielnie stanowić o sobie. Ona, dotąd taka konformistyczna, stopniowo łamie wszelkie bariery. Poznaje też wyjątkowego mężczyznę, którym jest zauroczona. Wreszcie jest szczęśliwa („Valancy miała wrażenie, że wymieniła zużytą duszę na świeżą, wykutą w kuźni bogów”). A jednak akcja nie prowadzi wprost do szczęśliwego końca. Pojawią się pewne trudności. Bo na ile odmiana może być prawdziwa i długotrwała? To bardzo dorosła tematyka – bo Montgomery napisała tę powieść z myślą o dorosłych czytelnikach. Trochę to paradoksalne, że jeszcze do niedawna umieszczano ją na półce z literaturą młodzieżową (jak inne książki kanadyjskiej pisarki). Dobrze, że czyta się tę twórczość na nowo i odkrywa inne jej znaczenia (choć jak zwykle przy nowych tłumaczeniach można mieć pewne wątpliwości – w tym przypadku na przykład do przezwiska „Gnuś” nadanego bohaterce albo „poczciwego dziadka” zamiast „poczciwego staruszka”. Dziwi też kiełbaska w bułce zamiast hot-doga).

Co złośliwszy czytelnik mógłby nazwać Błękitny Zamek zwykłym romansidłem. Rzeczywiście, wątek miłosny odgrywa tu ważną rolę (zresztą autorkę Ani z Zielonego Wzgórza zainspirowała pewna relacja – przeczytacie o tym w monumentalnej biografii Montgomery autorstwa Mary Rubio), ale to historia kobiety, która pod wpływem szoku i upływającego nieubłaganie czasu uczy się siebie na nowo, stawia granice, inwestuje we własne marzenia. Pomysł może już dziś wyświechtany, ale na swoje czasy była to powieść bardzo ciekawa – i jest taka do dziś. Lucy Maud Montgomery z dosyć banalnej fabuły potrafiła stworzyć prawdziwy majstersztyk. Warto zaznaczyć, że Błękitny Zamek jest także dużo lepiej skonstruowany niż większość książek Montgomery. To powieść pełna wdzięku, kapitalna w lekturze. Można się i serdecznie pośmiać, i szczerze wzruszyć. Nic dziwnego, że dla wielu osób to najlepsza książka Lucy Maud Montgomery, a bywa, że i najukochańsza ze wszystkich książek. Zasługuje na to miano. Może być traktowana jak ciepła bajka lub całkiem poważna, niebanalna literatura.
Wróćcie do pięknej historii Valancy – albo dopiero ją poznajcie. W Błękitnym Zamku łatwo można się zakochać.
Źródło cytatów: Lucy Maud Montgomery, Błękitny Zamek, tłum. Kaja Makowska, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2025.
